Dzisiaj Sobota, 21 Kwi. 2018 rok    Imieniny Anzelm, Bartosz, Feliks

Login / E-mail

Hasło

Zarejestruj się! Nie pamiętasz hasła lub loginu?

News / Muzyka/ Taniec

KidModels.pl 2011-12-15

Stefano Terrazzino romantyczna historia Włocha

Stefano Terrazzino romantyczna historia Włocha urodzonego w Mannheim – chłopaka, który nie bał się marzyć , nigdy się nie poddawał i wszystko w życiu robił z pasją.
Stefano dla portalu KidModels.pl opowiada o swoim dzieciństwie oraz początkach przygody z tańcem.

K.M. Stefano Jesteś Włochem, ale  nie urodziłeś się we Włoszech? Możesz coś nam o tym opowiedzieć

S.T. Tak urodziłem się w Niemczech, moi rodzice  pochodzą z Sycylii. Do Niemiec wyjechali na krótko przed moim urodzeniem ze względu na prace i ze względu na lepsze życie oraz z powodu lepszych perspektywy na przyszłość dla dzieci. Wyjeżdżali z nadzieją, że to jest wyjazd na krótki czas, ale zostali na stałe i mieszkają w Niemczech do tej pory.
Moi dwaj bracia również urodzili się w Niemczech.
Troszkę podobnie jest ze mną, ja też przyjechałem tylko na 6 miesięcy do Polski i mieszkam już tutaj 6 lat.

K.M. Jaki był powód Twojego przyjazdu do Polski ?

S.T. Głównym powodem był taniec, często tancerzom trudno znaleźć dobrą i dopasowaną  partnerkę do tańca. Spotykając się i rozmawiając z tancerzami i trenerami na międzynarodowych turniejach pojawiła się dla mnie możliwość tańczenia z bardzo dobrą tancerką z Polski, z Ewą Szabatin.
Tak na początku pomyślałem - Polska, ale przekonała mnie perspektywa tańczenia z tancerką bardzo znaną i cenioną na świecie i reprezentującą bardzo wysoki światowy poziom. I faktycznie zaproponowała mi wspólne tańczenie - dla mnie to był wielki zaszczyt, bo Ona reprezentowała dużo wyższy poziom niż ja i miała dużo lepsze wyniki. Ewa zobaczyła we mnie chłopaka, który ma pasje i talent, i chciała spróbować, i tylko Miała jeden warunek, że ja muszę się przeprowadzić do Polski.
To był taki duży krok dla mnie i przyjechałem do Polski 6 lat temu. Przyjechałem z  przekonaniem i nastawieniem że przyjeżdżam na 6 miesięcy, a potem przekonam moją partnerkę i wyjedziemy do Niemczech lub do Włoch i tam będziemy tańczyć, ale przedłużyło się i jestem już 6 lat w Polsce, i jest mi tutaj bardzo dobrze .

K.M. Jak Ci idzie nauka języka polskiego ?

S.T. Nigdy się nie uczyłem polskiego tak świadomie na lekcjach, tylko na słuch, bo zawsze myślałem że wracam i dlatego nigdy nie miałem takiego poważnego podejścia. Uważałem, że to taki trudny język i tak nigdy go się nie nauczę, to po co mam się męczyć na lekcjach. Poznałem kilka słów na treningach, potem troszkę przy okazji programu „Taniec z gwiazdami” i dla mnie było to wystarczająco, a potem jakoś tak poleciało dalej, dalej i dalej, i sam nie wiem kiedy się nauczyłem. Oczywiście jeszcze nie umiem, ostatnio brałem lekcje na dykcje, ale to tylko tak ile czas pozwala i taki ten mój polski, ale rozumieją mnie, ja tez rozumiem.

K.M.  Skoro jesteśmy przy językach, to znasz kilka języków, w tym angielski, polski, niemiecki i włoski, w którym z nich czujesz się najlepiej i w którym najlepiej Ci się mówi, czyta, pisze?

S.T. Powiem tak, najlepiej się czuję mówiąc po sycylijsku, to jest pierwszy język którego się nauczyłem od rodziców. Sycylijski to jest mocny dialekt od włoskiego, włoskiego się nauczyłem później mieszkając w Niemczech. Oglądałem włoską  telewizję i chodziłem do włoskiej szkoły dla imigrantów i tam uczyłem się włoskiego, oczywiście też jeździłem na Sycylię,  tak że dobrze mówię po włosku, ale pewnie słychać tam  troszkę naleciałości sycylijskiego. Mówię i czytam po włosku ale też bardzo lubię czytać po niemiecku, chodziłem do szkoły w Niemczech, zdałem maturę i w niemieckim najlepiej znam szczegóły i niuanse językowe, te wszystkie wysublimowane słowa określające emocje. Śmieszne, że Niemcy uważani są za mało emocjonalnych, a w języku mają więcej określeń emocji niż np. Włosi, także bardzo dobrze czyta mi się i lubię czytać po niemiecku.

K.M. Wróćmy jeszcze na chwilę do Twojego dzieciństwa, jakim dzieckiem był Stefano?

S.T. Dzieciństwo o jej, hmm jako dziecko byłem na pewno dzieckiem zawsze bardzo zamyślonym, byłem zawsze w swoim świecie, często nie można było do mnie dotrzeć, dużą miałem fantazje, byłem też zawsze dzieckiem bardzo nieśmiałym, ale jak już byłem w jakiejś grupie, to zawsze chciałem górować nad innymi i chciałem innym imponować. Pamiętam, że zawsze chciałem być magikiem, to było moje marzenie z dzieciństwa, aby zostać kiedyś magikiem.

K.M. Można powiedzieć, że Twoje marzenie się spełniło zostałeś czarodziejem tańca.

S.T. Miło mi, że tak  uważasz.

K.M. Twoja przygoda z tańcem zaczęła się w wieku 16 lat, kiedy to rodzice zapisali Cię na taniec, aby zwalczyć Twoją nieśmiałość, czy taniec rzeczywiście pomaga zwalczyć nieśmiałość i daje poczucie pewności siebie?

S.T. Tak, to była najbardziej kontrastowa rzecz, że osoba która nie lubi się pokazywać, i w dodatku rozpoczął się ten trudny czas kiedy zaczyna się przechodzić okres dojrzewania z tymi wszystkimi pryszczami, i pamiętam towarzyszące mi wiecznie poczucie braku pewności siebie, i w tym momencie bardzo trudno było mi chodzić na treningi zmieniać buty przebierać się wszyscy tam byli tacy pewni siebie, a ja pamiętam że zastanawiałem się co ja tutaj robię, może powinienem pójść do domu, ale jak już byłem na parkiecie zaczęła grać muzyka, a ja zająłem się wykonywaniem zadań trenera, to przestawałem o tym myśleć i się krępować. Początki naprawdę były dla mnie trudne, nawet nie lubiłem z początku tych ludzi tam, to wszystko było dla mnie za bardzo aroganckie, ludzie wyglądali arogancko, te maniery, ten cały świat tańca taki był arogancki, a zarazem groteskowy, po prostu dziwny. Ale sam taniec sam ruch sama muzyka było czymś, co mnie zachwyciło, i tak powoli oswajałem się z tą nowa dla mnie sytuacją.
Pamiętam, że miałem partnerkę która była zachwycona tańcem, cały czas gadała, była Włoszką i uważała się za talent, a ja skromnie wykonywałem zadania angażując się w stu procentach sercem i bardzo szybko robiłem postępy i nagle stałem się lepszym tancerzem od mojej dużo bardziej doświadczonej partnerki i zaczęto o mnie mówić, że mam talent, ale ja nie wierzyłem w to i nie zakładałem żadnych udziałów w turniejach, ja po prostu chciałem tylko tańczyć, od tak, dla własnej satysfakcji.

K.M. Wobec tego, kiedy pojechałeś na pierwszy turniej?

S.T. Na samym początku byłem pewien, że ja nigdy w życiu nie pojadę na żaden turniej, nie ma mowy abym wystąpił przed ludźmi. Ale jednak po półtora roku treningu pojechałem na pierwszy turniej, pojechałem tylko dlatego, że to był bardzo mały turniej wśród znajomych, tylko cztery pary i blisko domu. Ale i tak byłem tak zdenerwowany i tak się spociłem jak po trzech maratonach. Po pierwszym tańcu byłem tak mokry, że ze mnie kapało, pamiętam że tańczyłem, ale w ogóle nie słyszałem muzyki, nie słyszałem rytmu. Mam ten taniec nagrany, byłem tak zestresowany, że tańczyłem wszystko poza rytmem i jury dało nam czwarte miejsce, ostatnie. Pamiętam, że po pierwszym tańcu, od jury dostaliśmy same czwórki, wyczytano Stefano i Concetta i pięciu sędziów pokazało cztery ja wiedziałem, że to jest ostatnie miejsce, ale moja rodzina myślała, że to jest najwyższa nota i cała włoska rodzina stała i gorący aplauz. Wszyscy pamiętam patrzyli skąd Ci dziwni ludzie, ja zająłem ostatnie miejsce, a oni tak się cieszą, to było bardzo śmieszne jak sobie teraz to przypominam, ale wtedy miałem strach w oczach.

K.M. W jakim wieku należy rozpocząć naukę tańca, aby osiągać sukcesy w liczących się na świecie turniejach tańca?

S.T. To jest bardzo trudne pytanie, ponieważ, to jest kwestia bardzo indywidualna. Znam przypadki, że ktoś zaczynał bardzo późno i dochodził do bardzo wysokiego poziomu światowego nawet się tego nie spodziewając. I znam również przypadki tancerzy  zaczynających jako dzieci bardzo wcześnie i w dorosłym życiu osiągających tytuły mistrzów świata. Dziecko powinno zaczynać przygodę z tańcem z własnej chęci i pasji.        
Oczywiście czasem rodzice muszą dać dziecku impuls, bo samo nie wie co chce i jak się spodoba, to małymi kroczkami do przodu, aby nie zrazić i nie wypalić młodego adepta tańca.
Szczególnie dużo przypadków złego prowadzenia dzieci jest w Rosji, ponieważ tam od małego jest dyscyplina i ciężka praca, zdecydowanie za mocno i finał tego jest taki, że mają przez wszystkie kategorie tytuły mistrzów, tylko potem taki człowiek ma 24 lata i coś tam w głowie się dzieje, że oni byli mistrzami nagle nie są i przestają tańczyć i to jest bardzo niebezpieczne.
Więc jeśli dziecko lubi i czuje taniec, a pamiętajmy, że do 7 roku życia kształtuje się koordynacja u dziecka i dobrze aby już w tym okresie dziecko miało pierwszy kontakt z muzyką, rytmem, delikatnie tańcem. To co ja bym polecał, to trochę baletu, trochę jazzu, tak aby ciało miało więcej narzędzi, a potem ja zapraszam do tańca towarzyskiego, to fajna sztuka tańczyć. Taniec bardzo dużo daje i uczy, uczy szacunku do drugiej osoby, dyscypliny, daje pewność siebie i kształtuje charakter na resztę życia. Jest wiele przypadków tancerzy którzy nie kończyli studiów, a mimo to po zakończeniu kariery świetnie się odnajdywali w życiu w innych zawodach. Taniec uczy dyscypliny, wiesz jak się zaprezentować, jak się dobrze sprzedać, po prostu to jest inna świadomość siebie i umiejętność zaprezentowania się. Taniec dużo daje,  pomaga pełniej i lepiej przeżyć życie.

K.M. Czy jest dużo konkursów tanecznych dla dzieci?

S.T. Tak, bardzo dużo, teraz w Polsce przeżywamy bum taneczny, jest dużo szkół tańca, jest bardzo dużo możliwości, także uważam, że nawet w mniejszych miejscowościach nie jest trudno znaleźć kurs tańca. Równie dużo jest turniejów, tylko musi być chęć aby rodzice chcieli poświęcić weekend i pojechać z dziećmi na turniej. Turnieje są organizowane dla dzieci już od 5-6 roku życia. Taki turniej to super przygoda, cała rodzina jedzie, poznaje nowe rejony polski, nowych ludzi, są emocje, potem wraca, naprawdę fajnie jest, to fajny sposób spędzenia weekend-u.

K.M. Stefano, nie tylko tańczysz, również śpiewasz i jesteś aktorem,  Justyna Steczkowską dostrzegła w Tobie talent wokalny. Za jej namową nagrałeś płytę, odniosłeś na tym polu sukces, czy nadal robisz coś w tym kierunku?

S.T. Jeśli chodzi o śpiewanie, to jak każdy Włoch śpiewam przy każdej okazji, śpiew jest czymś co po prostu lubimy, ja również bardzo lubię śpiewać i nawet chciałbym śpiewać zawodowo, super że mam barwę, ale to nie wszystko, trzeba dużo ćwiczyć aby czysto śpiewać, trzeba cały czas to rozwijać, a na to jest potrzebny czas. Obecnie jestem przede wszystkim tancerzem, a jeśli chodzi o śpiew mam nadzieję, że będzie jeszcze na to kiedyś czas, bo choć słyszę od różnych osób, że jest dobrze, to ja uważam, że może być jeszcze lepiej, myślę, że lepiej skupiać się na jednej dyscyplinie i robić ją dobrze niż zajmować się  kilkoma i robić je przeciętnie. Jako tancerz trenuję codziennie po kilka godzin przez całe życie, a potem tańczę półtorej minuty. A wracając do płyty, Justynie spodobała się moja barwa głosu, znalazł się sponsor który zdecydował się to wydać, tak, że wszystko odbyło się bardzo szybko, teraz jak o tym myślę, to wydaje mi się, że wiele rzeczy bym zmienił, że mógłbym je lepiej zrobić.

K.M. Jak to się stało, że zadebiutowałeś na ekranach TV?

S.T. To był przypadek, mieszkałem już rok w Polsce, tęskniłem za domem, nie znałem języka, byłem już zdecydowany aby wracać i wówczas pojawił się Agustin Egurrola. Powiedział, że nas widział, że fajnie tańczymy i czy nie wystąpilibyśmy w „Tańcu z Gwiazdami”, ja powiedziałem, że nie mówię po polsku, usłyszałem, że to nie problem, że mogę mówić po angielsku.
TVN miał na początku wątpliwości, że Włoch mówi po angielsku w polskim programie, jak to będzie, ale w końcu zatańczyłem z Kingą Rusin, która świetnie mówi po angielsku.
W programie, to nie fajnie wyszło, że ja mówiłem po angielsku, więc powiedzieli mi, że teraz muszę mówić po polsku i to był przełom, zacząłem mówić w programie po polsku. W ogóle „Taniec z Gwiazdami” był dla mnie czymś bardzo pozytywnym, dał mi dużo dobrej energii, odczułem dużo ciepła od Polaków i poczułem chęć więzi, to było coś co mnie integrowało z tym krajem. Nagle wygrałem program i zapragnąłem tak całym sobą powiedzieć - dziękuję Polsko.

K.M. Zadebiutowałeś również w kilku serialach telewizyjnych, pierwszym serialem było „Samo Życie”, jak  trafiłeś do serialu?

S.T. To również był przypadek, byłem na castingu do serialu „Kochaj i Tańcz”, na tym castingu było bardzo wielu tancerzy, zostałem wybrany, ale kilka dni później zmienił się reżyser i wybrano nową obsadę, w której już się nie znalazłem. Minęło kilka dni i dostałem telefon z TVN z zaproszeniem na casting do głównej roli do serialu „Teraz albo nigdy” to była dosyć śmieszna historia, poszedłem na ten casting, dzięki Bogu biorę wiele rzeczy tak na luzie i na tym castingu nauczyłem się na pamięć tekstu po polsku, ale zupełnie nie rozumiałem i nie wiedziałem co ja mówię, pamiętam, że to były dla mnie tak trudne słowa, pamiętam, że miałem odegrać scenkę z Martą Żmudą Trzebiatowską, ona coś powiedziała, ja nie wiedziałem czy już mam grać czy jeszcze nie, w końcu uznałem, że już zaczęliśmy odgrywać scenkę więc wyrzuciłem z siebie ten cały nauczony tekst i nagle cisza, po chwili podeszła jakaś pani i pyta mnie czy ja jestem polakiem i czy mówię po polsku, ponieważ główny bohater jest Polakiem, ja powiedziałem że nie, na to ta pani, że to szkoda i na tym zakończyła się historia z „Teraz albo nigdy”.
Ale był na tym castingu producent pan Michał Kwieciński i zapytał mnie czy byłbym zainteresowany zagraniem w serialu, ponieważ mnie widział w kamerze i mu się spodobało jak wypadłem i tym sposobem na trzy miesiące trafiłem do „Samego Życia”.
Bardzo mi się spodobał zawód aktora, ale jednocześnie cieszę się, że aktorstwem mogę się zajmować dorywczo, ponieważ jak obserwowałem zawodowych aktorów zauważyłem jak ten zawód potrafi być niewdzięczny.

K.M. Jak lubisz spędzać wolny czas?

S.T.
Spać i spotykać się z przyjaciółmi i w ogóle spotykać się z ludźmi, dla mnie ludzie są bardzo ważni, nie muszę nic specjalnego robić, lubię rozmawiać, to jest dla mnie bardzo ważne, ludzie dają mi inspiracje.

K.M. Masz dwóch braci,  którzy są piłkarzami, czy sam również grywasz w piłkę i czy lubisz sport?

S.T. Grając w piłkę zawsze byłem szybki, natomiast z koordynacją było gorzej, zawsze grałem na obronie, nie mam takiego talentu do piłki jak moi bracia, zdecydowanie nie.
Mój najmłodszy brat, który ma największe sukcesy w piłce, też jest bardzo utalentowany tanecznie, wokalnie, aktorsko, po prostu on jest „only one”.

K.M. Jakie są Twoje najbliższe plany zawodowe?

S.T. Teraz dostałem fajną propozycję od Janusz Józefowicza w teatrze Buffo , wystąpię w musicalu „Polita” z czego bardzo się cieszę, ponieważ pierwszy raz w życiu mogę połączyć grę aktorską i taniec. Musical opowiada historię Poli Negri, mówiąc szczerze wcześniej nie znałem historii Poli Negri, a była to bardzo ciekawa postać. W musicalu gram Rudolfa Valentino, wyjątkową postać i dla mnie bardzo bliska, ponieważ Rudolf Valentino był podobnie jak ja Włochem i robił karierę poza granicami. Bardzo się cieszę, że będę mógł wystąpić na scenie, to nowe dla mnie doświadczenie, Janusz Józefowicz jest człowiekiem z pasją i robi super rzeczy i wiem że dużo się będę mógł przy nim nauczyć, co na pewno  pomoże mi się dalej rozwijać. Premiera musicalu odbędzie się w Bydgoszczy na początku grudnia, a następnie będzie duża premiera w Warszawie 31 grudnia w Sylwestra.  

K.M. Jesteś bardzo utalentowanym człowiekiem, nie wszyscy wiedzą, że poza tańcem zajmujesz się również projektowaniem i szyciem strojów, czy robisz to obecnie, czy można gdzieś zobaczyć projekty Twojego autorstwa?

S.T. Odpowiem tak, poświęciłem szkołę dla tańca, chciałem studiować architekturę i zawsze tez lubiłem projektować stroje dla swoich partnerek, zawsze miałem wizję jak moja partnerka powinna wyglądać i projektowałem dla niej. Stroje mojego projektu podobały się i z czasem również inne tancerki i tancerze chcieli nosić stroje mojego autorstwa. Tak akurat się złożyło, że dostałem wówczas pracę w teatrze i pracując z krawcami i kostiumografami teatralnymi dużo się nauczyłem warsztatu, projektowałem i zacząłem szyć kostiumy. Po czterech latach otworzyłem sklep, przyjeżdżali do mnie tancerze z całych Niemiec i zamawiali u mnie stroje, robiłem to kilka lat, aż przyszedł moment, kiedy zadałem sobie pytanie czy chce to robić całe życie? I doszedłem do wniosku, że nie, że chcę tańczyć, że to jest ostatni moment, aby znaleźć dobra partnerkę, ponieważ tańczyć można tylko jak się jest młodszym i szokując moją rodzinę zamknąłem sklep ze strojami tak z dnia na dzień i pojechałem do Polski.
Projektowanie i szycie strojów jest zawodem, który mam w rękach i mogę go wszędzie robić i zawsze mogę do niego wrócić.

K.M  Wrócisz do projektowania?

S.T. Myślę, że tak, małe rzeczy cały czas robię mam wpływ na strój moich partnerek, nawet niedawno zaprojektowałem kreacje dla Agaty Kuleszy na festiwal w Gdyni, uszyłem dla niej  spódnicę i top, było to bardzo miłe dla mnie ponieważ została uznana za najlepiej ubraną, nawet miałem potem dużo telefonów z zapytaniami, czy można u mnie zamówić projekty, ale musiałem odmawiać ponieważ teraz jest dla mnie najważniejszy taniec, a do projektowania na pewno wrócę kiedyś na sto procent i będzie to cześć mojego życia.
Mam ten fach w ręku i zawsze już będę miał, mam w ogóle szczęcie w życiu, że jak kiedyś będę miał doła i nie będę miał propozycji tanecznych, aktorskich, to mam jeszcze ścieżkę projektowania i szycia, i będę mógł w nią uciec i zawsze jak się mówi w Polsce „na chleb zarobię”.

 K.M. Stefano czy na koniec chciałbyś jeszcze coś powiedzieć użytkownikom portalu kidmodels.pl?

S.T. Na pewno chciałbym powiedzieć,  abyście mieli marzenia i nie wolno nigdy się  poddawać, miejcie również odwagę  próbować nowych rzeczy, myślę że moja historia może trochę inspirować. Ja się nie poddałem, zawsze trzeba ciężko pracować, wierzyć w ostateczny sukces i jak przyjdzie trudny czas, to nie poddawać się .
Jak coś robicie to róbcie to z pasją.
Nie robić czegoś tylko z motywacją aby być popularnym, albo dla jakichś profitów, tylko zawsze róbcie to co kochacie i dlatego, że lubicie to i nie ważne czy jest to taniec, sport, nauka, czy cokolwiek innego, najważniejsza jest pasja, jak jest pasja to sukces sam przyjdzie, ale musisz kochać to co robisz, a jak robisz coś z czystej kalkulacji, to już to nie działa, wiem to z własnego doświadczenia.

K.M. Czyli rozwijać swoje talenty i zainteresowania z pasją, a sukces przyjdzie sam?

S.T. Dokładnie tak

K.M. Stefano, bardzo dziękujemy za rozmowę, życzymy dalszych sukcesów i trzymamy kciuki za debiut musicalowy. 
 

                                                                                                                                                                                        Foto: TVN / Radek Orzeł. serial „ Na Wspólnej”



 





Aby przeglądać i dodawać komentarze,
musisz się zalogować.

Copyright © 2018 Liberty Media s.c. | Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu

O nasRegulaminPolityka ochrony prywatnościFAQ/PomocReklamaKontakt z nami
Witamy na portalu KidModels.pl
Dołącz do nas!
Nasz serwis używa informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację polityki prywatności cookies. Ukryj informację.