Dzisiaj Wtorek, 17 Paź. 2017 rok    Imieniny Lucyny, Malgorzaty, Wiktora

Login / E-mail

Hasło

Zarejestruj się! Nie pamiętasz hasła lub loginu?

News / Film / TV

KidModels.pl 2012-02-25

Mieczysław Hryniewicz - urodzony optymista

Od kilku lat wciela się w rolę Włodka Zięby w „Na Wspólnej”. Wcześniej zasłynął jako jeden z tytułowych „Zmienników” w kultowym serialu Stanisława Barei. Mimo, że to seriale przyniosły mu największą popularność, to Mieczysław Hryniewicz ma na swoim koncie wiele fantastycznych ról filmowych i teatralnych. A wszystko zaczęło się od marzenia, aby zostać aktorem. Spróbował i udało się.

K.M. Jakim dzieckiem był mały Miecio?

M.H. Tak się zastanawiam… Na pewno był wielbicielem jedzenia i od maleńkości był bardzo pulchny. Zresztą jak się urodził ważył 5 i pół kilograma.

K.M. Czy pochodzi Pan z rodziny o tradycjach aktorskich?

M.H. Żadnych tradycji aktorskich. Ojciec był stolarzem, bardzo dobrym stolarzem. Ja  też chciałem być stolarzem, ale ojciec się na to nie zgodził.

K.M. Pierwsze doświadczenie aktorskie…

M.H. Mając 3 lata grałem w jasełkach Pastuszka. Pamiętam, że kolega nie dał mi zadzwonić dzwonkiem przy ołtarzu i się wtedy popłakałem. To były moje pierwsze aktorskie doświadczenia. Później jeszcze recytowałem w Domu Ludowym wiersz „Lenina w Poroninie”. Odważnie, głośno, tylko musiałem stać na stole, aby mnie było widać (śmiech). To jeszcze było przed podstawówką w latach 1954/55.

K.M. Kiedy  pojawiała się  pierwsza poważna myśl o aktorstwie?

M.H. Ojciec chciał, abym jak najszybciej zdobył  zawód i miał porządny fach w rękach. Kończyłem szkołę rzemiosł budowlanych, potem skończyłem technikum budowlane o specjalizacji hydraulik. Już będąc w technikum budowlanym pomyślałem, że chyba mnie to, aż tak nie interesuje. Tak naprawdę chciałem być aktorem. Do Szkoły Teatralnej w Warszawie dostałem się za pierwszym razem. Pewnie drugiego razu by nie było (śmiech). Pamiętałem z dzieciństwa wujka, który był dyrektorem komunikacji w Poznaniu. Kiedy trochę popił zawsze pogrywał na harmonii i płakał mówiąc, że zawsze chciał być artystą, ale nawet nie próbował zrobić nic w tym kierunku. Dlatego ja spróbowałem. Żeby nie być jak ten wujek…

K.M. Ma Pan na swoim koncie ponad 40 ról w filmach telewizyjnych i kinowych oraz role w ponad 20 serialach. Którą rolę wspomina Pan z największym sentymentem i dlaczego?

M.H Z wielkim sentymentem wspominam oczywiście mój pierwszy serial, czyli „Drogę”. Zagrałem główną rolę w jednym odcinku tego serialu, to było zaraz po szkole. Ja w ogóle bardzo dobrze zacząłem, ale gdzieś tam się później pogubiłem. Nie wiem czy to jakiś element destrukcyjny we mnie, czy brak umiejętności poruszania się w środowisku, a może zabrakło mi jakiegoś mistrza przewodnika… Zaczynałem od grania czarnych charakterów w filmach: „Zapis zbrodni”, „Pasażer z nożem w kieszeni” – tytuł odcinka w serialu „Droga”, „Śpiewy po rosie” u Ślesickiego. Z czasem jednak łagodniałem i skończyłem na Włodku Ziębie na razie. Muszę jednak przyznać, że zawsze pociągało mnie granie czarnych charakterów.

K.M. Największą popularność przyniosła Panu rola Jacka  Żytkiewicza. Jak Pan wspomina pracę na planie „Zmienników”

M.H. Na planie serialu Barei pracowało się szybko, trzeba było być dobrze przygotowanym, znać tekst. On i tak robił te zdjęcia dość niedbale. To nie były wypracowane kadry. Bareja miał zaufanie do operatora, i słusznie. Przesłanie tego filmu nie było po stronie technicznej, tylko po stronie treści i tego, co było widać w obrazku. A co do pracy, to była prawdziwa harówka, ale bardzo miło ją wspominam i dziękuję Bogu, że dostąpiłem zaszczytu zagrania w „Zmiennikach”.

K.M. Popularność pomagała Panu w życiu, czy czasem przeszkadzała?

M.H. Zawsze jak jestem kojarzony z jakąś rolą np. taksówkarza, to jest to dowód dla mnie,  że zagrałem całkiem nieźle. Popularność jest wpisana w ten zawód i jak  aktor mówi, że mu nie zależy na popularności, to kłamie. Wydaje mi się, że jestem dość dobrze rozpoznawalny. Cieszę się, że telewidzowie pamiętają, co zagrałem i  jeszcze lepiej, jak powiedzą do mnie panie Hryniewicz, a nie panie Żytkiewicz czy panie Zięba.

K.M. Jakie są blaski i cienie wykonywania zawodu aktora?

M.H. Jak się kocha to, co się robi, to tak jakby się nie pracowało. To taki banał, który chodzi po zapisach złotych myśli. Jak się kocha swoją robotę, to się raczej nie dostrzega cieni, tylko widzi się blaski. Szczęściem dla mnie jest to, że jest ktoś kto ogląda to co robię, uśmiecha się, wzrusza. Wtedy widzę, że taka praca ma sens. Oczywiście jak w każdym zawodzie muszą być jakieś minusy. Czasami jest zmęczenie, ale z drugiej strony górnik też się męczy pod ziemią. Jest  stres jak się wchodzi na scenę, ale też jest stres w pracy górnika kiedy zjeżdża głęboko pod ziemię. Ale tu nie ma co się rozczulać nad górnikiem, ani nad aktorem skoro sobie taki zawód wybrał. Żeby żyć, trzeba pracować.

K.M. Jakich rad udzieliłby Pan dzieciom i młodzieży myślącej o karierze aktorskiej?

M.H. Jeśli ktoś ma takie marzenia, to warto spróbować, żeby kiedyś nie żałować, że się nawet nie spróbowało. To jest ciężka praca i pot i łzy. Aktorstwo to 90 proc. pracy, trochę szczęścia i trochę talentu. Muszą się te trzy elementy zgrać, aby zostać spełnionym aktorem. Są ludzie fantastyczni, pracowici, ale nie mają talentu, lub odwrotnie, mają talent ale nie mają szczęścia. Jest to zawód dość ryzykowny, ale fantastyczny. Trzeba tę decyzję dobrze przemyśleć. Jesteśmy napasieni Hollywoodem i paroma aktorami, którzy są na świeczniku. Jednak 98 proc. aktorów jest anonimowych i kiepsko opłacanych. Trzeba wziąć pod uwagę to, że jak wyjdzie, to może być fantastycznie, ale jak nie wyjdzie, to można mieć przegrane życie. Można się w wieku 60 lat zorientować, że się nie ma rodziny, dzieci, swojego miejsca na świecie, że za wszelką cenę chciało się zrobić karierę. Na szczęście jest dom aktora w Skolimowie, ale lepiej abym tam nie trafił.

K.M. Jest Pan bardzo pogodnym i uśmiechniętym człowiekiem, proszę nam zdradzić swój przepis na szczęście?

M.H. Jestem uśmiechniętym człowiekiem, bo nie zazdroszczę, nie mam zawiści i staram się być życzliwy dla innych. Lubię się ludziom rano ukłonić, aby powiedzieć „dzień dobry”, a wieczorem powiedzieć „dobry wieczór”. Nie ma znaczenia, czy  ktoś jest młodszy czy starszy, jeśli ktoś obok mnie przechodzi i się uśmiecha, to się ukłonię. Potem ta osoba myśli: może powinienem się pierwszy ukłonić? (śmiech). To właśnie dobry stosunek do świata i do ludzi tak mnie nastraja. Wiem, że nie zbawię świata, wiem, że nie wszyscy ludzie będą dobrzy tak, jakbym chciał, ale ja staram się być dobrym człowiekiem

K.M. Dziękujemy za wywiad i życzymy dalszych sukcesów i  tej… jedynej roli.

M.H. Zobaczymy co się urodzi.

 

   

                                                                                Foto: TVN / Radek Orzeł , serial " Na Wspólnej"




Aby przeglądać i dodawać komentarze,
musisz się zalogować.

Copyright © 2017 Liberty Media s.c. | Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu

O nasRegulaminPolityka ochrony prywatnościFAQ/PomocReklamaKontakt z nami
Witamy na portalu KidModels.pl
Dołącz do nas!
Nasz serwis używa informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację polityki prywatności cookies. Ukryj informację.